|
. |
ART POETICA NIE KAŻDA MYŚL ULECI SAMA . . . USKRZYDLI SIĘ ODCZYTANA . . ANONIMOWE WERSY . |
|
|
Cykl : ŻYCIA CZAS
Autor " Z " Człowiek rodzi się
w bólu i odchodzi w bólu, a pośrodku jest doświadczenie życia i
obarczenie tęsknotą ducha.
|
|
|
LATA POD SŁOŃCEM
Zamknął się kolejny kosmiczny krąg, Zodiakalny czas siewu, wzrostu i żniwa. Lśnią już owoce ducha oraz dzieła rąk Chociaż niepokoi napięta wciąż cięciwa. Wspominamy zabawy pod Wodnikiem, I tą odmianę pod Baranem i Bykiem, Miłość pod Wagą i ból pod Skorpionem, Gdy ktoś odurzony pada wyzwolonym. Ale znowu rok nowy i kolejne okrążenie, Wierni Słońcu ignorujemy przestrzenie. Znowu coś wynajdziemy, zdobędziemy; Znowu się utrudzimy, ale odpoczniemy. Niech więc tańczy planet balet mały, Kiedy krąży Ziemia pełna Bożej Chwały. Tańczą też imiona i narody odrodzenia Bo czuwają i liczą słoneczne okrążenia. I chociaż żywioły omiatają i pozbawiają, Tylko oblicza, rysy i młodość odmieniają. Razem przeżywamy co jest nam dane, Ufając w potomności źródło niewyczerpane. Bo Ziemia płodna, piękna i tętni tu życie, I cudowny ten czas na Słońca Orbicie. Ale ... mgliste obłoki i cichnie serca drżenie, Panie ... pozwól na jedno jeszcze okrążenie.
UCIEKINIERZY (Czyli emigracyjna klątwa) W niedostatku i politycznym zamęcie, Gdy zabrakło nadziei w rodzinnym kraju, Z przesłanką na życia nowego poczęcie, Na Zachód ruszyliśmy szukać owego raju. Z krajów ograbionych i języków ujarzmionych, Wielkiej emigracji fenomen zaistniał nagle; Obcy wśród obcych szukali nadziei utraconych, A chciwi agenci w uchodźctwa dmuchali żagle. Wędrując przez kraje i granice strzeżone; W niepewności przez Rzym, Latinę i Capuę, Trwoniliśmy dumę, gdy umysły i serca upokorzone Przemieniały życiową prawdę w kapryśną fabułę. Bo dłużył się czas tam w obozie uchodźców, Gdy niepewni terminu i nie mając sponsora, W obozowym bractwie, bez rady i bodźców, Aż nadeszła szansa i nowego życia pora. Termin interview, gdzie kanadyjska ambasada; Odlot w oczekiwane nieznane po Nowym Roku. Cenimy wskazówkę, liczymy gotówkę aż przesada, I dzień upragniony, lot przez Atlantyk w toku. Teraz już tutaj w kraju masowego przytułku, Bezużyteczni tułacze i kresu życia seniorzy, Ambitni, dzielni bojownicy emigracyjnego pułku, Okaleczeni i chorzy, dalszej drogi i nadziei autorzy. KAŻDY JAKO JEDYNY W mądrości, mocy i wiedzy niepojętej, Utkany misternie z materii czystej i świętej, Każdy jako jedyny w Natury dziedziny, Żeby wskrzeszać życie ludzkiej rodziny. Jak się masz, bracie? Ziemia oczekuje i wita Cię. Tu są wyżyny, a tam niziny i ludzkie postacie. Oczekują Cię także podstępni niewidzialni, Doświadczysz, to zrozumiesz, że są źli i fatalni. Bądź wytrwały, bo to próba i droga do chwały, Światło niegasnące, a żywioły przez czas mały. Źródło życia, to płomienie wieczne i prawdziwe, W Suwerennym Trójkącie sądy sprawiedliwe. W ogrodach i zamczyskach z kamienia, Gdzie godło praojców i początek imienia. Tam historia, niczym rozdarta kolczuga, Pisana orężem i chroniona ręką od pługa. Tam złożono łupy, laury i sztandary obce, A wdzięczny naród sypał bohaterom kopce. Żywa pamięć w pieśniach, tańcach i strojach O narodowych zrywach i rycerskich zbrojach.
RELIGIANCI Z mrocznych dziejów w tajemne szaty ubrani, Wynurzają się czarnoksiężnicy, wróżbici i kapłani. Obiecują, zastraszają i ludzkie dusze usidlają, Pychą namaszczają, Boga i człowieka poniżają. Niech lud prosty służy świata możnym, Niech będzie pokornym i pobożnym. Niech grzech i wina sztywne karki zgina, Niech dyscyplina...! krzyczy kapłan i zaklina. Obmyślają bożki i poświęcają boginie, Ołtarze na górach i ofiary w dolinie. Niech boją się ludzie i walczą narody, Dla naszej i pośród możnych zgody. Kłócą się ci i tamci, bojkotują religianci, Zapamiętali, obłudni duchowi partyzanci. Ale poniżony świat jaśnieje i lud mądrzeje. Idźcie precz...! Zwodziciele kaznodzieje. Spójrzcie na świata tego podwaliny, Na chwalebny początek ludzkiej rodziny, Na orbity i słonecznych planet dystanse, Na przestrzeń, czas i naszego życia szanse. RZECZPOSPOLITE (Czyli sanacje wariacje) Mieliśmy już różne stany, rządy, republiki, Były także komitety, pochody, wiece i kliki. Inna melodia, nowe skrzypce, te same smyki. Gra orkiestra, tańczyć, bo my od polityki. Chcieć i wszystko mieć, to cel i realizm, Oszukać komunizm, gromadzić kapitalizm. Dalej więc, na mury, szlachta, potem ciury. Każdy bierze i się syci, bo ma głowę i pazury. Patrząc Kasia na Walusia zapragnęła dzidziusia, Tylko żeby od razu duży i chciwy, jak mamusia. Bo po co ma chodzić do szkoły i nosić tornister, Niech od razu będzie magister, bogaty i minister. Takiego chciejstwa i marzeń tam bez liku, Lecz póki co siedzi dzidziuś na nocniku. Wolno rośnie i dojrzewa, bo biedę miewa; Oszukany, zaniedbany krzyczy i się gniewa. Bo wszyscy bliscy łowią w mętnej wodzie, Chociaż kurczy się i słabnie duch w narodzie. Trzeba to oczyścić i uzdrowić – brzmi petycja, Niech się więc wypowie prezydent i opozycja. Lecz już zmiarkowali, co wieść ta niesie, Liderzy kapelani, posłowie pobielani i kolesie. Wymyślają, ponaglają i ciskają zręczne kłamstwo, Słabych potępiają, a naprawdę krzyczą: chamstwo!
Zamknięcie cyklu : ŻYCIA CZAS Autor " Z " |
MY POLACY My Polacy, naród jasnego oblicza, Plemiona i żarliwość rodowego znicza, Patrioci kraju i strażnicy dziedzictwa, Zaborców klęska i wzgarda niewolnictwa. Niech wyjaśni to wielki rzymski klecha, Dlaczego Bóg doświadczył tak Piasta i Lecha; Jaki był błąd w Polaków narodowych rozkwitach I kto posiał nad Wisłą pyszałków w habitach. Niech przemówi naszych ojców wiek sędziwy, Że naród Polski był prawy i sprawiedliwy, Że walczył i nie wierzył w złudy i dziwy, Że Polacy chcieli być wolni, a Bóg prawdziwy.
MIEJSCE I CZAS URODZENIA Do miejsca tego droga wiodła błotnista, Kilka tylko domów, gdzie dolina mglista. Na wprost za wzgórzem wieś ojczysta, Za domem przestrzeń i zieleń soczysta. Góra wyniosła, kopista na słońca wschodzie, Pagórkowata dolina, pola i lasy na zachodzie. Wokół domu też pola. Sady, łąki i pastwiska, Gdzie pasło się bydło i letnie płonęły ogniska. Tam jasne ujrzałem światło i losu cienie, Gdy po raz pierwszy sprawiłem cierpienie. Budziła się wiosna, wokół roiło się życie, Moja także szansa na życia szczycie. Lecz czas był zbyt krótki i niespokojny, Od zachodu dochodziły odgłosy wojny. I uderzyła nas nagle ta ognista maczuga; Nastał swastyki terror i niewoli noc długa. Najbardziej wtedy życiu memu zagrażały Bezradność, głód, zimno i wróg oszalały. Pragnienie w zimie gasił puszysty śnieg biały, A w lecie wiedziałem, gdzie trzmiele miód miały. O bywały ... opuchnięte wargi i ręce pożądlone, Ale smakowały ... owoce dzikie i upragnione. Potem zaorano pachnące miodem wrzosowiska; Przyszła wolność, lecz obca i nie ta z bliska.
RELIGIANCI Z mrocznych dziejów w tajemne szaty ubrani, Wynurzają się czarnoksiężnicy, wróżbici i kapłani. Obiecują, zastraszają i ludzkie dusze usidlają, Pychą namaszczają, Boga i człowieka poniżają. Niech lud prosty służy świata możnym, Niech będzie pokornym i pobożnym. Niech grzech i wina sztywne karki zgina, Niech dyscyplina...! krzyczy kapłan i zaklina. Obmyślają bożki i poświęcają boginie, Ołtarze na górach i ofiary w dolinie. Niech boją się ludzie i walczą narody, Dla naszej i pośród możnych zgody. Kłócą się ci i tamci, bojkotują religianci, Zapamiętali, obłudni duchowi partyzanci. Ale poniżony świat jaśnieje i lud mądrzeje. Idźcie precz...! Zwodziciele kaznodzieje. Spójrzcie na świata tego podwaliny, Na chwalebny początek ludzkiej rodziny, Na orbity i słonecznych planet dystanse, Na przestrzeń, czas i naszego życia szanse. WNUCZKA OLEŃKA Urodziłaś się wiosną, taka krucha i maleńka, Gdzie pachnie sosna i echo ma imię Oleńka. Tam wszyscy Cię witali i życzenia składali. Widziałem z oddali tych, co Cię podziwiali. Mówiono mi potem, że jesteś miła i duża, Że urodą się budzisz i rozwijasz, jak róża. Dam Ci nowe imię i natchnie mojego syna, Żebyś była Nowina, nasza chluba i rodzina. Wiedz i pamiętaj, wnuczko urodzinowa, Tu na obcej ziemi dogasa gałąź rodowa. Może we śnie ujrzysz korzeni siedliska Oraz zarzewie i patrona Twego ogniska. Życzę Tobie i czuwam przeznaczoną wartę, A w marzeniach piszę życia Twego kartę. W dniu urodzin zdrowia i szczęścia Tobie Życzy dziadek Zet, który tęskni w Manitobie.
NATALIA I JOANNA Starsza i młodsza – siostry dwie Przyszły na świat w chłodne dnie I obchodzą uroczyście imieniny, Nieco mniej, ale także, urodziny. Więc przyjąłem ten obowiązek Celebrować czasu i imion związek. Wnuczek moich daty pamiętam, W porę życzenia składam, dziewczęta. Są ambitne i uczą się wzorowo, O postawę i wygląd dbają honorowo. Czasem może za dużo w świata sieci, Co nie tylko dla młodych i dzieci. To mnie, przyznam, trochę niepokoi, Bo w sieci się roi, co nie przystoi. I chciałbym skarby me uchronić Od czego same nie mogą się obronić. Ufam, że dorastają i własne zdanie mają, Niech więc poznają i świat zwyciężają, A ja będę wciąż dumny i szczęśliwy. Dziadek Zet, zawsze obydwom życzliwy.
WNUCZEK ALEKSANDER W ciszy po nawałnicy i burzy, Kiedy czas się cofa i dłuży, Nowy związek i efekt płciowy Wskrzesza pamięć i duch rodowy. W pośpiechu i gdzieś po drodze Udaremnił czas i życia wodze. Mój wnuczek Aleksander jedyny Desperacko zawitał na łono rodziny. Teraz już swawolny i przekora, Bo ma sobą brata Igora. Mają więc respekt i lubią obu, Bo nie mają na Olka sposobu. Ja też kocham go z oddali, Wierząc, że czas doskonali I Olek będzie nam pociecha, Bo los się do niego uśmiecha.
|
|
Pamiętaj
. Że szczęście jest tak blisko, iż starczy dłoń wyciągnąć i zacisnąć pięść, żeby zostało! Uszargane w błocie, W aureoli spięć, Czasem uśmiechnięte, Czasem z miną złą, Ale zawsze twoje! – Jest i będzie z tobą tam, Gdzie ciebie rzuci los. Często ponarzekasz, Że omija cię. Ale popatrz wkoło: Może jakieś słowo, Może jakiś gest Ci przypomni je! To, Które odeszło niezauważone, Które zostawiłeś na rozstaju dróg. Może ci przypomni, Że była ta ONA, Którą odtrąciłeś. Zasłoniłeś próg, By nie mogła wejść. |
Odejdź ! Pobiegniemy, miła, tam, Gdzie nam świerszcze do tańca zagrają, Gdzie z drzewami w dyskusję się wdamy, Gdzie nam ptaki życie wyćwierkują. Drzewa, ptaki i my w jednej chwili Przeniesiemy się w błękit nieba! Świat złych ludzi odpływa w nieznane, A nam – nic już do szczęścia nie trzeba! Ciemność, wśród gwiazd migotania, Bierze nas w swoje ramiona I nie wiem już – czy jesteś naprawdę, Czy tylko przeze mnie wyśniona? Zjawiłaś się obok, tuż, By trwać i dręczyć mą duszę! Bym kochał tą, której nie ma! Bym sercu zadawał katusze I wierzył, jak zawsze wierzyłem, Że zawsze będziemy razem. Że ty beze mnie i ja sam – Niemożliwe! Odejdź więc już i nie dręcz! Słowem i samą sobą stałaś się już obrazem, Którego nie może dosięgnąć Mój wzrok – zanadto wstydliwy Odejdź! Nie wracaj, przeklęta! Zabierz wszystko, co mi zostawiłaś! Lecz… Na Boga! – Pozwól choć pamiętać!... |
|
. NIE KAŻDY , NIE KAŻDA , NIE ZAWSZE ... NIE KAŻDY KWIAT SZCZĘŚCIE PRZYNOSI NIE KAŻDA ŚCIEŻKĄ DOJDZIESZ DO DOMU NIE KAŻDY SEN WART JEST SPEŁNIENIA NIE KAŻDY CZŁOWIEK MĄDROŚĆ DOCENIA NIE KAŻDE ZŁO W DOBRO SIĘ ZMIENIA NIE KAŻDA Z GWIAZD - JEST PRZEZNACZENIA RYDWANY OGNIA NA BOCZNICACH STOJĄ NIE KAŻDE SCHODY PROWADZĄ DO NIEBA CO CHWILĘ Z ZIEMI SCHODZI CZŁOWIEK NIE ZAWSZE GDY WZYWA GO PAN CHCIAŁEM MIEĆ DOM WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA LECZ W OKNA DMUCHAŁ PÓŁNOCNY WIATR W TYM DOMU ZAMKNĄŁEM CHORYCH NA BRAK SUMIENIA SAM WYJECHAŁEM DALEKO STĄD NIE CZYTAM Z GWIAZD , NIE JESTEM PROROKIEM LECZ CHWYTAM SŁOWA NIESIONE PRZEZ WIATR UWIERZYSZ MI , ŻE ŚWIAT SIĘ ZMIENIA GDY SPŁACISZ ŻYCIU OSTATNIĄ Z RAT NIE KAŻDY WIE – CO JUTRO PRZYNIESIE I JUTRO TAKŻE NIC NIE WIE 2003 |
MŁODY STARZEC . PRZED LATY RZEKŁ MI PEWIEN STARZEC PAMIĘTAJ , BYĆ - TO ZNACZY ŻYĆ BO CZY JESTEŚ CZY CIĘ NIE MA TO ŚWIAT SIĘ NIE ZMIENIA MYŚLAŁEM POTEM O TYM WIELE SPOTKAŁEM WIELU MĄDRYCH LUDZI - MÓWILI – UMIESZ ŻYĆ TO ŻYJ LECZ ŻADEN NIE MÓGŁ MNIE NAUCZYĆ WSPOMINAM MIŁO MOJĄ SZKOŁĘ TO PRZECIEŻ PIERWSZY WŁASNY KROK BO KAŻDA SZKOŁA JEST WESOŁA LECZ NIE NAUCZY – JAK ŻYĆ ŚCISKAŁEM TWARDĄ ŁAPĘ LOSU KLEPNĄŁEM BIEDĘ RAZ CZY DWA LECZ NA MYŚLENIE NIE MA CZASU GDY JEDNA NOC – NIE WARTA DNIA WYTARTE SŁOWA - STEKI Z RAD W PIGUŁCE ŁYKAM CO DNIA NA STAROŚĆ TAKŻE BĘDĘ MĄDRY ! W PRZEŻYTE ŻYCIE PATRZĄC WSPAK … TO GŁUPIE DZIŚ UDZIELAĆ RAD LECZ NA KILKA ZDAŃ MNIE STAĆ UWAŻAJ BRACIE NA ZAKRĘTACH I W SOBIE BUDUJ WŁASNY ŚWIAT . HA ! – PAMIĘTAJ BYĆ ZNACZY ŻYĆ BYĆ – ALBO NIE BYĆ ? BO CZY JESTEŚ CZY CIĘ NIE MA TO ŚWIAT SIĘ NIE ZMIENIA … 1990 |
|
SUNĄ DYMY NAD DOLINĄ DRZEWOM LIŚCIE ZABRAŁ WIATR WSPOMNIENIA NIGDY NIE GINĄ - ZAWSZE ZOSTAJE JAKIŚ ŚLAD
CZARNYM LEOPARDEM KIEDYŚ BYŁEM NIM LOS MI MOJA SKÓRĘ ZDARŁ OSTRE PAZURY I KŁY STRACIŁEM - A DZIŚ I OGIEŃ W SERCU PRZYGASŁ GDY KRZYK PRZERYWA CISZĘ NOCY I TŁUMI KROKI LEPKA MGŁA NA SZYBIE WIDZĘ BLASK KARMINU DWIE LATARNIE OCZU LEOPARDA TRZYMAM W DŁONI KRYSZTAŁOWY KIELICH PATRZĘ JAK W NIM CZERWIEŃ WINA GRA WIDZĘ ZACHÓD SŁOŃCA W TWOICH OCZACH SŁOŃCE MIAŁO ZAPACH POMARAŃCZY W KRYNOLINACH WIATRU NAD DACHAMI , W OKU CYKLONU BURZĄCEGO MIASTO , - WIESZ JAK TO DOBRZE , ŻE CIĘ MAM ! PRZECIEŻ POWIEDZIEĆ TO TAK ŁATWO … 2005
|
POKOLENIE ZADYMY . TO MY - POKOLENIE ZADYMY TO MY – MŁODZI I GNIEWNI TEZ LUDZIE , TYLKO BARDZIEJ BIEDNI BARDZIEJ GORĄCY , BARDZIEJ OKRUTNI ! CZY PAMIĘTASZ NASZ WSPÓLNY KRZYK ?! I TO JAK BARDZO ZACHWYCIŁEŚ SIĘ NIM ULICE PETARDOWE – WSZYSTKIE GAZ PLACE MY PAMIĘTANY – ALE INACZEJ … MOCNO WIERZYMY W SUMIENIA NASZE NIC NIE SPRZEDAMY – NAWET ZA KASZĘ ! BEZ KOMPROMISÓW NIE DA SIĘ ŻYĆ ? CZY ZNÓW JEST GRZECHEM – MYŚLEĆ INACZEJ ? I DO STRACENIA MAMY NIEWIELE WIĘKSZE SZANSE , NAIWNE NADZIEJE NOWI PROROCY Z PRAWEM MÓWIENIA WIELKA CHORĄGIEW , LECZ WIATR SIĘ ZMIENIA 1996 |
|
Ptak Byłeś
ptakiem, który
w przelocie spoczął
na mojej gałęzi. Jedynym
ptakiem! Dałam
ci pierwszą chwilę spoczynku w
początku twej drogi. Dałam
ci ziarna, byś
nigdy nie był głodny. Dałam
ci słońce i cień, byś
chciał zostać. Dałam
ci łyk tęsknoty, byś
wrócił... |
Dzień . Bo
nie chodzi, kochany, o słowa, Puste
gesty, których wokół moc. Najważniejsze,
że kiedy jesteś Słońce
wschodzi na bezchmurne niebo. Gdy
cię nie ma - zapada noc. A
dzień jasny przepędza koszmary, W
piękne barwy ubiera świat. Wszędzie
dobro budzi i uśmiech. I
nawet bryłka lodu Zamienia
się w piękny kwiat. |
|
Rozmowa po wybuchu Byliśmy
przecież tacy młodzi, Potrafiliśmy
kochać, wierzyć, Potrafiliśmy
nawet marzyć... Nie
umieliśmy tylko przeżyć. Bawiłeś
się, bracie, w najlepsze, W
swe dłonie chwytałeś świat. Lecz
twe życie brutalnie przerwano Mimo
twoich kilkunastu lat. A
ty - słuchaj! - wiem o tobie wiele: Chciałeś
ślad zostawić na tej ziemi I
wiedziałeś, ile życie znaczy... Dziś
ty, ani ja - nie wiemy. Coś
zmieniło kształty wszystkich rzeczy, Poplątało
prawdy nieodparte; Coś
zburzyło nasze młode życia. Życia
- brutalnie wydarte. * * * |
Takie miejsce Jest
takie miejsce na świecie, które
jest tylko moje. Gdzie
spokój i uśmiech gości. Gdzie
wracam z życiowych podróży. Które
zamyka podwoje Na
wszelkie smutki i zło. W
nim cząstka mojej osoby mieszkała
wiele lat. A
teraz jestem tu cała. Czy
chce tego ktoś, czy nie - -
tu jest mój cały świat. I
jest takie miejsce na świecie, które
do ciebie należy. Które
będzie przystankiem ostatnim
w drodze życia. Gdzie
będziesz zawsze sobą: bez
masek, zbroi i gry. Tutaj
nabierzesz oddechu i
sił, by dalej iść. Tutaj
realne marzenia i
materialne sny. |
|
Czy
się bałeś? Ile
drżeń przeszło przez twe serce Gdy
patrzyłeś w dół? Czy
świat był dla ciebie tak okrutny? Czy
poznałeś już ten najgorszy ból? Rzuciłeś
wszystko tak nagle... Zniszczył
cię ten podły świat! A
przecież znałeś go tak krótko... Czy
naprawdę jest tak wielkiej ofiary wart? Znalazłeś
już swoje miejsce, Odbiłeś
się od najgłębszego dna, Umiałeś
myśleć I
wiedziałeś, że życie - to tylko gra. Dla
głupich ludzi - -
Byłeś tajemnicą, Gardzili
tobą, bo byłeś inny. Ale
to przecież ty mówiłeś, Że
żaden z nas Nie
jest temu winny! Miałeś,
jak my, swoje prawdy Zamknięte
w kręgu rozumu. Miałbyś
dziś dwadzieścia lat, Lecz
nie ma Ciebie
wśród tłumu! |
Wybacz, dziewczyno . Chciałaś
z innymi równo iść Nie
patrząc w ciemność nocy. Lecz
nie wiedziałaś, że z tyłu jest Ten,
co przodem kroczy. Byłaś
za młoda, by
znać ten świat, Za
młoda, by znaleźć prawdę; Sprawy
nieważne budziły cię, Wciągały
w życia matnię. Ty
chciałaś tylko umieć żyć I
znaleźć swoje JA. Lecz
nikt ci dłoni podać nie chciał, Gdy
droga twoja była zła. Nie
osiągnęłaś swego dna, Nie
mogłaś też wypłynąć, A
ludzie zawieszeni w próżni (
Wybacz, dziewczyno! ) -
Muszą zginąć! Chciałaś
z innymi naprzód iść Utartą,
prostą drogą. Ludzie,
jak ty, nie mają miejsca I
na tej drodze żyć - nie mogą!...
|
|
Afrodyta Pachnąca
falami Bałtyku Wynurzyłaś
się z morskiej piany. Pamiętam
- morze biło o brzeg, Sunęły
białe bałwany, A
ty, jak okręt, szłaś odważnie Wciąż
smagana słonym wiatrem. W
życie weszłaś bez obawy Nie
zdziwiona takim startem. Jak
śpiew fal twój głos mi dźwięczał I
wciąż wzywał, wzywał z dali... Dziś
nie słyszę już nic prócz wiatru... Szumu
wiatru... Szumu fali...
|
Tylko . Czy
chciałam od życia tak wiele? Szukałam
prawdziwej miłości, Szukałam
światełka prawdy!... Zbłądziłam
na drodze ciemności! Tak
bardzo bolały rozstania, Gdy
serce szybciej bić chciało (!). Wołałam
o trochę uczucia! Tak szłam wciąż dalej i dalej: Chciałam
kochać - kochałam; Marząc
o czyjejś miłości - -
Uczucia tego nie miałam... A
przecież tak mało trzeba: Bliskości
czyjejś dłoni, Ciepłego
błysku w oku I
tego słówka - ONI!...
|
|
Spojrzenie . Daj
mi jeden sen twego życia, Daj
mi to miejsce obok siebie, Daj
mi tę jedną chwilę radości, A
będzie mi, jak w siódmym niebie! Będę
wtedy umiała żyć, Bo
nie będzie to życie dla siebie. Będę
wtedy umiała kochać, Bo
kochać mogę tylko ciebie. Będę
małą trawką na łące, Którą
zerwać może twoja ręka; Ona
też odrzucić mnie może, Bo
jej władza nade mną - tak wielka! Możesz
życie mi dać i przerwać. Gdy
zażądasz tylko - odejdę! Ale
wybacz - jednego nie zrobię: Nie
potrafię patrzeć na ciebie obojętnie. |
FURIA . CZUŁEM DZISIAJ TO – POD PŁOTEM PADŁ MÓJ STRACH A POTEM PADAŁ DESZCZ I ROZMYŁ WSZYSTKO TO OŚLEPIŁ MNIE TEN BLASK , GDY KSIĘŻYC SPADŁ NA ZIEMIĘ - NA JEGO MIEJSCU STAŁ , GNIEWNY MARS … NAGLE POCZUŁEM ŻE , COŚ RODZI SIĘ WE MNIE TO BYŁA SZALONA ZŁOŚĆ – DO SAMEGO SIEBIE I WIĘCEJ NIE CHCE NIC , JAK KRĄŻYĆ WŁAŚNIE TAM I WIDZIEĆ TYLKO TO , JAK KAŻDY Z NAS UMIERA JAK SZALONY KOŃ , GNAĆ PRZEZ STEP WASZYCH GŁÓW GONIĄC – JAK W DYM – SAMEGO SIEBIE … JEŚLI MŁODY BYŁ , CHOĆBY OPADŁ Z SIŁ GONIĄC JEDNĄ Z CHWIL , BY W NIEJ DOJŚĆ DO SIEBIE TĄ DROGĄ DOJDZIE GDZIEŚ – GDZIE MIŁOŚCI JUŻ NIE SIĘGA A WSZECHOBECNY GNIEW – SZLIFUJE CIĘ NA KRYSZTAŁ PRZEZ ŚWIAT DUŻYCH SPRAW – PRZEMYKA ISKRA … HEJ ! BÓLU MÓJ - JESTEŚ TYLKO SNEM OPUŚCISZ MNIE , GDY WSTANIE DZIEŃ POWRÓCISZ ZMÓW , LECZ MOŻE BYĆ ZA PÓŹNO DLA ZŁEGO MOJE JA – BĘDZIE TYLKO PRÓŻNIĄ … 2002 |
|
Ballada o czekaniu na miłość ... Tragiczny banał ? WYBACZ – NIE CHCIAŁEM . WIATR ROZŚCIELIŁ BIAŁE MGŁY NAD JEZIOREM CICHE FALE JUŻ TAKŻE POSZŁY SPAĆ . TYLKO JA CIĄGLE CZEKAM CZEKAM TU NAD JEZIOREM PRZYBĄDŹ JUŻ – CZEKAM TU ! PUSTYM BRZEGIEM NADCHODZI MOKRY MROK ZIMNA NOC – JEDEN KOC KTOŚ NA DRUGIM BRZEGU WOŁA CZYJEŚ SŁOWA NIESIE WODA TO NIE TY - TO SNY . CHŁODNY WIATR – CICHUTKO GRA O BRZEG GDZIEŚ W SZUWARACH ZASYPIA LEPKA MGŁA W BLASK OGNISKA ZAPATRZONY JEDNYM KOCEM OTULONY MOKRY LIŚĆ – CZY TO JA ? SMUTNY KSIĘŻYC POSREBRZYŁ CZUBKI TRAW PRZEZ KONARY ZAGLĄDA W MOJĄ TWARZ JASNYM ŚWIATŁEM NICZYM CHŁODEM SPADA WPROST NA CZARNĄ WODĘ … CZEKAM TU – PRZYBĄDŹ JUŻ STARY RYBAK ZNALAZŁ MNIE NAD RANEM I UŁOŻYŁ W SWEJ ŁODZI NA DNIE WYBACZ MI BO NIE CHCIAŁEM TAK PONĘTNE BYŁY FALE JAK TEN SEN – O TOBIE ... 1985 |
|
słowa , słowa , słowa ... ile znaczeń , obrazów i ról ... słowa , słowa , słowa radość , gorycz i ból ... słowa , słowa , słowa - czy można czuć smak słów ?! słowa , słowa , słowa cały świat jest ze słów !
|
|
|
LAWINA BĄDŹ TOCZĄCYM SIĘ KAMIENIEM ...
ILE SŁÓW – TYLE BZDUR ILE MURÓW – TYLE DZIUR ILE WSPOMNIEŃ – TYLE ŁEZ A SŁOŃCE TYLKO JEDNO JEST ! TYLE PRAWD PRZECIEŻ ZNASZ A WCIĄŻ PYTASZ JAK . JAK ZBUDOWAĆ SWÓJ ŚWIAT Z CZYSTYM SŁOŃCEM I BEZ WAD POPATRZ TAM – NA TEN GŁAZ LEŻY TUTAJ MILION LAT CZAS GO W PIASEK NIE ZMIENIŁ - JEST NAJTWARDSZY Z KAMIENI ŚLADY INNYCH ZATARŁ KURZ WODA, WIATRY, SŁOŃCE , MRÓZ. KSIĘŻYC W ZŁOTYM PIASKU MIENI ŚLAD LEGENDY TYCH KAMIENI BLADE TWARZE LIŻE WODA CICHO SZEMRZE – OPOWIADA JAK SIĘ STARŁY DZIKIE FALE Z KAMIENIAMI W LITEJ SKALE W EPIZODACH DUŻYCH BITEW TRACISZ TO CO NAJCENNIEJSZE TARGA WIATR ZIARNKAMI PIASKU Z MOGIŁ TYCH NAJWALECZNIEJSZYCH CZY ROZUMIESZ GRĘ TYCH SŁÓW ? GŁAZ SAMOTNY POŚRÓD BZÓW STOI MARTWY NA POLANIE I NA WIEKI TAM ZOSTANIE NIE ZBUDUJĘ Z MARTWYCH GŁAZÓW SZCZĘŚCIA DOMU – DRÓG I MOSTÓW BO CO OPRÓCZ NICH ZOSTANIE W MARTWEJ CISZY NA POLANIE BĄDŹ TOCZĄCYM SIĘ KAMIENIEM KTÓRY SWÓJ POCZĄTEK DA , I NIE BĘDZIE ŻYŁ WSPOMNIENIEM JAK SPĘKANA MARTWA SKAŁA … |
MIASTO ŚPI JUŻ LAMPY BLEDNĄ PRZY JEDNEJ Z DRÓG A MIASTO JESZCZE ŚPI TO NIEOMYLNY ZNAK ŻE WSTAJE DZIEŃ OSTATNI GOŚĆ UCIEKA JUŻ NIE ZAMKNĄŁ ZA SOBĄ DRZWI PO SCHODACH ZBIEGŁ I Z OCZU ZNIKŁ W PORANNEJ MGLE A MIASTO ŚPI I LUDZIE W NIM TAK RÓŻNE MAJĄ SNY I NIE WIEM SAM – CZY WSTAWAĆ CZAS , CZY KŁAŚĆ SIĘ SPAĆ ? W NOCY CZŁOWIEK NA JEDNĄ TWARZ CO DOBRE WIDZI – CO ZŁE A BRUDY GDZIEŚ ODCHODZĄ W DAL A GÓRĘ BIORĄ SNY PRZY OKNIE STOJĘ – BO LUBIĘ TAK GDY TŁUM SZTURMUJE DZIEŃ CI LUDZIE ZNÓW POWRÓCĄ TU ZMĘCZENI JAK MÓJ CIEŃ JAK ŁATWO W TŁUMIE UKRYĆ SIĘ I KAŻDY ZGINIE W NIM DOPIERO NOC POKAŻE KTO SAMOTNIE SNUJE SIĘ GDY SŁOŃCE ZIMNE OŚWIETLI TWARZ ZA DUŻO WIDAĆ W NIEJ DOPIERO NOC - ULICA PUSTA UKRYCI ZA SNEM …. 1987 JAK KSIĘŻYC, JAK WIATR PEWIEN KSIĘŻYC PYZATY OPOWIEDZIAŁ MI TĘ HISTORIĘ Z PRZED LATY JAK SEN ON TEŻ KOCHAĆ POTRAFIŁ I WIE A MOŻE NIE ... WIATR JUŻ DO SNU UŁOŻYŁ ŁANY TRAW I SAM TAKŻE ZAGINĄŁ POŚRÓD DRZEW ON TEŻ KOCHAĆ POTRAFIŁ I WIE JA WIEM –MOŻE NIE ... PATRZĘ W GWIAZDY I CZASEM MARZĘ O DZIEWCZYNIE CO ZABRAŁA MI SNY KOCHAM JĄ – CZY MAM ODEJŚĆ ? TEŻ KOCHAĆ POTRAFIĘ I WIEM JAK KSIĘŻYC I WIATR ... 1988 |
|
ŻAŁOSNE DEMONY WCIĄŻ JESTEM TAKI SAM LECZ MAM PUSTĄ GŁOWĘ CHODZĘ I MYŚLEĆ NIE MOGĘ KTÓRY TO JUŻ DZIEŃ ODKĄD ZGASŁO MOJE SŁOŃCE MOKRĄ SZOSĄ ODJECHAŁO W DAL MÓJ DOM JEST SMUTNY A OSTATNIO NAWIEDZONY PRZEZ ŻAŁOŚNIE ŻAŁOSNE DEMONY CZAS UCIEKA MI POBIEGŁ ZA OSTATNIĄ SZANSĄ KTÓRA MOGŁA URATOWAĆ COŚ OKNA ZAMKNIĘTE LECZ WIATRY SZALEJE ZMIATA RESZTKI ZATRACONYCH CHWIL CIEMNY OWAL BLATU ZIMNY ŚLAD PO KAWIE DEMONY TU GRAJĄ W KANASTĘ JESIEŃ I MGŁA PRZYSZŁA WREDNA PARA CHŁODEM DNIA ZDROWY SEN WYPIERA TĘPĄ SIEKIERĄ NIE NARĄBIESZ DREWNA POCIĄG Z WĘGLEM ODJECHAŁ DO PIEKŁA WIESZ , ŻE NIC NIE WIESZ I TAK TO BYĆ MUSI TYLKO PO CO SIEDZI SIŁA WE MNIE ? SIALA LALA LA KTOŚ TU ZAKPIŁ ZE MNIE SPADAM ! – BO CO JA TUTAJ ROBIĘ !? 2004 |
CEGŁA 2
CZŁOWIEK JEST JAK CEGŁA W MURZE SAM NIE ZNACZY PRAWIE NIC CEGŁY TEZ BYWAJĄ RÓŻNE TO JEST ZWYKŁA LUDZKA RZECZ SĄ CEGIEŁKI MIĘKKIE – TWARDE BIAŁE I CZERWONE TEŻ … SĄ TEŻ TAKIE W ŚRODKU PUSTE I TE KTÓRE KRUSZY DESZCZ STOJĄ ZWARTE Z CEGIEŁ MURY LUŹNE TAKŻE SĄ W ŚRÓD NAS SĄ TEŻ W MURACH PUSTE DZIURY KTÓRE CIĄGLE DRĄŻY CZAS ... Z ZAPRAWĄ TEŻ BYWA RÓŻNIE TO JEST TO CO ŁĄCZY NAS ZDARZAJĄ SIĘ ZWIĘZŁE, LUŹNE NA RAZ , I NA WIEKI AŻ …
TAK JAK SIEDZI CEGŁA W MURZE POŚRÓD SWOICH ŻYJESZ TY - NIE PODSKAKUJ – SZARY SZCZURZE ! BO KTO SPADNIE JAK NIE MY ?! HOMO – SAPACZ . MĄDROŚĆ CAŁA A ZNACZYĆ MOŻE COKOLWIEK JAK PODSTAWĄ MURU CEGŁA , SPOŁECZEŃSTWA BĘDZIE CZŁOWIEK . 1985
|
|
ZDARZYŁO CI SIĘ ZAPISAĆ MYŚL
- PODZIEL SIĘ NIĄ . . . JEŻELI ŻYCZYSZ SOBIE PEŁNEJ ANONIMOWOŚCI - otrzymasz . UWAGA : - EWENTUALNY PSEUDONIM WYBIERASZ SAM !
PISZ - CZYTAM WSZYSTKO - BIURO@FACHMONT.PL " OD 2004 - 2007 www.sezamek.com D.F." www.wladislavia.pl D.F. 2008/9 |