.

  ART   POETICA   

NIE  KAŻDA  MYŚL  ULECI  SAMA    . . .  USKRZYDLI  SIĘ  ODCZYTANA .  

 

    ANONIMOWE  WERSY  .

Ars    poetica

Chciałam jeszcze tyle wam powiedzieć,

Lecz słów nie można ująć w słowa.

Ktoś powiedział : "O mowo polska!"

Cóż ty jest za mowa,

 

Gdy treści brak w najprostszym słowie;

Gdy tak trudno zrozumieć ci brata;

Gdy najprostszych pojęć treść tak prosta,

A wraz z wiatrem na wiatr ulata!

 

Ja bym chciała, by słów moich obraz

Został w jednym choć sercu człowieka.

Ich rysunek, prostą kreską znaczony,

Niech dochodzi do ludzi z daleka.

 

Dziś tak łatwo zagubić się w słowie

I w przenośni lesie zgubić drogę.

Niech wybaczy mi Norwid, Słowacki:

Tak, jak oni - dziś pisać nie mogę!

 

Niech wiersz każdy będzie kwiatkiem małym,

Który barwą swą urzec was może;

Bo nie chodzi o łąkę bezbarwną,

Której pojąć nic nie pomoże!  

 

Cykl  :   ŻYCIA CZAS    Autor  " Z "

Człowiek rodzi się w bólu i odchodzi w bólu, a pośrodku jest doświadczenie życia i obarczenie tęsknotą ducha.

 

LATA POD SŁOŃCEM

Zamknął się kolejny kosmiczny krąg,

Zodiakalny czas siewu, wzrostu i żniwa.

Lśnią już owoce ducha oraz dzieła rąk

Chociaż niepokoi napięta wciąż cięciwa.

 

Wspominamy zabawy pod Wodnikiem,

I tą odmianę pod Baranem i Bykiem,

Miłość pod Wagą i ból pod Skorpionem,

Gdy ktoś odurzony pada wyzwolonym.

 

Ale znowu rok nowy i kolejne okrążenie,

Wierni Słońcu ignorujemy przestrzenie.

Znowu coś wynajdziemy, zdobędziemy;

Znowu się utrudzimy, ale odpoczniemy.

 

Niech więc tańczy planet balet mały,

Kiedy krąży Ziemia pełna Bożej Chwały.

Tańczą też imiona i narody odrodzenia

Bo czuwają i liczą słoneczne okrążenia.

 

I chociaż żywioły omiatają i pozbawiają,

Tylko oblicza, rysy i młodość odmieniają.

Razem przeżywamy co jest nam dane,

Ufając w potomności źródło niewyczerpane.

Bo Ziemia płodna, piękna i tętni tu życie,

I cudowny ten czas na Słońca Orbicie.

Ale ... mgliste obłoki i cichnie serca drżenie,

Panie ... pozwól na jedno jeszcze okrążenie.

 

UCIEKINIERZY

(Czyli emigracyjna klątwa)

 

W niedostatku i politycznym zamęcie,

Gdy zabrakło nadziei w rodzinnym kraju,

Z przesłanką na życia nowego poczęcie,

Na Zachód ruszyliśmy szukać owego raju.

 

Z krajów ograbionych i języków ujarzmionych,

Wielkiej emigracji fenomen zaistniał nagle;

Obcy wśród obcych szukali nadziei utraconych,

A chciwi agenci w uchodźctwa dmuchali żagle.

 

Wędrując przez kraje i granice strzeżone;

W niepewności przez Rzym, Latinę i Capuę,

Trwoniliśmy dumę, gdy umysły i serca upokorzone

Przemieniały życiową prawdę w kapryśną fabułę.

 

Bo dłużył się czas tam w obozie uchodźców,

Gdy niepewni terminu i nie mając sponsora,

W obozowym bractwie, bez rady i bodźców,

Aż nadeszła szansa i nowego życia pora.

 

Termin interview, gdzie kanadyjska ambasada;

Odlot w oczekiwane nieznane po Nowym Roku.

Cenimy wskazówkę, liczymy gotówkę aż przesada,

I dzień upragniony, lot przez Atlantyk w toku.

 

Teraz już tutaj w kraju masowego przytułku,

Bezużyteczni tułacze i kresu życia seniorzy,

Ambitni, dzielni bojownicy emigracyjnego pułku,

Okaleczeni i chorzy, dalszej drogi i nadziei autorzy.

 

KAŻDY JAKO JEDYNY

 

W mądrości, mocy i wiedzy niepojętej,

Utkany misternie z materii czystej i świętej,

Każdy jako jedyny w Natury dziedziny,

Żeby wskrzeszać życie ludzkiej rodziny.

 

Jak się masz, bracie? Ziemia oczekuje i wita Cię.

Tu są wyżyny, a tam niziny i ludzkie postacie.

Oczekują Cię także podstępni niewidzialni,

Doświadczysz, to zrozumiesz, że są źli i fatalni.

 

Bądź wytrwały, bo to próba i droga do chwały,

Światło niegasnące, a żywioły przez czas mały.

Źródło życia, to płomienie wieczne i prawdziwe,

W Suwerennym Trójkącie sądy sprawiedliwe.

                      ZNAMIĘ NARODU       

 

W ogrodach i zamczyskach z kamienia,

Gdzie godło praojców i początek imienia.

Tam historia, niczym rozdarta kolczuga,

Pisana orężem i chroniona ręką od pługa.

 

Tam złożono łupy, laury i sztandary obce,

A wdzięczny naród sypał bohaterom kopce.

Żywa pamięć w pieśniach, tańcach i strojach

O narodowych zrywach i rycerskich zbrojach.

 

RELIGIANCI

 

Z mrocznych dziejów w tajemne szaty ubrani,

Wynurzają się czarnoksiężnicy, wróżbici i kapłani.

Obiecują, zastraszają i ludzkie dusze usidlają,

Pychą namaszczają, Boga i człowieka poniżają.

 

Niech lud prosty służy świata możnym,

Niech będzie pokornym i pobożnym.

Niech grzech i wina sztywne karki zgina,

Niech dyscyplina...! krzyczy kapłan i zaklina.

 

Obmyślają bożki i poświęcają boginie,

Ołtarze na górach i ofiary w dolinie.

Niech boją się ludzie i walczą narody,

Dla naszej i pośród możnych zgody.

 

Kłócą się ci i tamci, bojkotują religianci,

Zapamiętali, obłudni duchowi partyzanci.

Ale poniżony świat jaśnieje i lud mądrzeje.

Idźcie precz...! Zwodziciele kaznodzieje.

 

Spójrzcie na świata tego podwaliny,

Na chwalebny początek ludzkiej rodziny,

Na orbity i słonecznych planet dystanse,

Na przestrzeń, czas i naszego życia szanse.

 

RZECZPOSPOLITE

(Czyli sanacje wariacje)

 

Mieliśmy już różne stany, rządy, republiki,

Były także komitety, pochody, wiece i kliki.

Inna melodia, nowe skrzypce, te same smyki.

Gra orkiestra, tańczyć, bo my od polityki.

 

Chcieć i wszystko mieć, to cel i realizm,

Oszukać komunizm, gromadzić kapitalizm.

Dalej więc, na mury, szlachta, potem ciury.

Każdy bierze i się syci, bo ma głowę i pazury.

 

Patrząc Kasia na Walusia zapragnęła dzidziusia,

Tylko żeby od razu duży i chciwy, jak mamusia.

Bo po co ma chodzić do szkoły i nosić tornister,

Niech od razu będzie magister, bogaty i minister.

 

Takiego chciejstwa i marzeń tam bez liku,

Lecz póki co siedzi dzidziuś na nocniku.

Wolno rośnie i dojrzewa, bo biedę miewa;

Oszukany, zaniedbany krzyczy i się gniewa.

 

Bo wszyscy bliscy łowią w mętnej wodzie,

Chociaż kurczy się i słabnie duch w narodzie.

Trzeba to oczyścić i uzdrowić – brzmi petycja,

Niech się więc wypowie prezydent i opozycja.

 

Lecz już zmiarkowali, co wieść ta niesie,

Liderzy kapelani, posłowie pobielani i kolesie.

Wymyślają, ponaglają i ciskają zręczne kłamstwo,

Słabych potępiają, a naprawdę krzyczą: chamstwo!

 

Zamknięcie cyklu    :   ŻYCIA CZAS  Autor  " Z " 

MY POLACY

 

My Polacy, naród jasnego oblicza,

Plemiona i żarliwość rodowego znicza,

Patrioci kraju i strażnicy dziedzictwa,

Zaborców klęska i wzgarda niewolnictwa.

 

Niech wyjaśni to wielki rzymski klecha,

Dlaczego Bóg doświadczył tak Piasta i Lecha;

Jaki był błąd w Polaków narodowych rozkwitach

I kto posiał nad Wisłą pyszałków w habitach.

 

Niech przemówi naszych ojców wiek sędziwy,

Że naród Polski był prawy i sprawiedliwy,

Że walczył i nie wierzył w złudy i dziwy,

Że Polacy chcieli być wolni, a Bóg prawdziwy.

 

MIEJSCE I CZAS URODZENIA

 

Do miejsca tego droga wiodła błotnista,

Kilka tylko domów, gdzie dolina mglista.

Na wprost za wzgórzem wieś ojczysta,

Za domem przestrzeń i zieleń soczysta.

 

Góra wyniosła, kopista na słońca wschodzie,

Pagórkowata dolina, pola i lasy na zachodzie.

Wokół domu też pola. Sady, łąki i pastwiska,

Gdzie pasło się bydło i letnie płonęły ogniska.

 

Tam jasne ujrzałem światło i losu cienie,

Gdy po raz pierwszy sprawiłem cierpienie.

Budziła się wiosna, wokół roiło się życie,

Moja także szansa na życia szczycie.

 

Lecz czas był zbyt krótki i niespokojny,

Od zachodu dochodziły odgłosy wojny.

I uderzyła nas nagle ta ognista maczuga;

Nastał swastyki terror i niewoli noc długa.

 

Najbardziej wtedy życiu memu zagrażały

Bezradność, głód, zimno i wróg oszalały.

Pragnienie w zimie gasił puszysty śnieg biały,

A w lecie wiedziałem, gdzie trzmiele miód miały.

 

O bywały ... opuchnięte wargi i ręce pożądlone,

Ale smakowały ... owoce dzikie i upragnione.

Potem zaorano pachnące miodem wrzosowiska;

Przyszła wolność, lecz obca i nie ta z bliska.

 

RELIGIANCI

 

Z mrocznych dziejów w tajemne szaty ubrani,

Wynurzają się czarnoksiężnicy, wróżbici i kapłani.

Obiecują, zastraszają i ludzkie dusze usidlają,

Pychą namaszczają, Boga i człowieka poniżają.

 

Niech lud prosty służy świata możnym,

Niech będzie pokornym i pobożnym.

Niech grzech i wina sztywne karki zgina,

Niech dyscyplina...! krzyczy kapłan i zaklina.

 

Obmyślają bożki i poświęcają boginie,

Ołtarze na górach i ofiary w dolinie.

Niech boją się ludzie i walczą narody,

Dla naszej i pośród możnych zgody.

 

Kłócą się ci i tamci, bojkotują religianci,

Zapamiętali, obłudni duchowi partyzanci.

Ale poniżony świat jaśnieje i lud mądrzeje.

Idźcie precz...! Zwodziciele kaznodzieje.

 

Spójrzcie na świata tego podwaliny,

Na chwalebny początek ludzkiej rodziny,

Na orbity i słonecznych planet dystanse,

Na przestrzeń, czas i naszego życia szanse.

WNUCZKA OLEŃKA

 

Urodziłaś się wiosną, taka krucha i maleńka,

Gdzie pachnie sosna i echo ma imię Oleńka.

Tam wszyscy Cię witali i życzenia składali.

Widziałem z oddali tych, co Cię podziwiali.

 

Mówiono mi potem, że jesteś miła i duża,

Że urodą się budzisz i rozwijasz, jak róża.

Dam Ci nowe imię i natchnie mojego syna,

Żebyś była Nowina, nasza chluba i rodzina.

 

Wiedz i pamiętaj, wnuczko urodzinowa,

Tu na obcej ziemi dogasa gałąź rodowa.

Może we śnie ujrzysz korzeni siedliska

Oraz zarzewie i patrona Twego ogniska.

 

Życzę Tobie i czuwam przeznaczoną wartę,

A w marzeniach piszę życia Twego kartę.

W dniu urodzin zdrowia i szczęścia Tobie

Życzy dziadek Zet, który tęskni w Manitobie.

 

NATALIA I JOANNA

 

Starsza i młodsza – siostry dwie

Przyszły na świat w chłodne dnie

I obchodzą uroczyście imieniny,

Nieco mniej, ale także, urodziny.

 

Więc przyjąłem ten obowiązek

Celebrować czasu i imion związek.

Wnuczek moich daty pamiętam,

W porę życzenia składam, dziewczęta.

 

Są ambitne i uczą się wzorowo,

O postawę i wygląd dbają honorowo.

Czasem może za dużo w świata sieci,

Co nie tylko dla młodych i dzieci.

 

To mnie, przyznam, trochę niepokoi,

Bo w sieci się roi, co nie przystoi.

I chciałbym skarby me uchronić

Od czego same nie mogą się obronić.

 

Ufam, że dorastają i własne zdanie mają,

Niech więc poznają i świat zwyciężają,

A ja będę wciąż dumny i szczęśliwy.

Dziadek Zet, zawsze obydwom życzliwy.

 

WNUCZEK ALEKSANDER

 

W ciszy po nawałnicy i burzy,

Kiedy czas się cofa i dłuży,

Nowy związek i efekt płciowy

Wskrzesza pamięć i duch rodowy.

 

W pośpiechu i gdzieś po drodze

Udaremnił czas i życia wodze.

Mój wnuczek Aleksander jedyny

Desperacko zawitał na łono rodziny.

 

Teraz już swawolny i przekora,

Bo ma sobą brata Igora.

Mają więc respekt i lubią obu,

Bo nie mają na Olka sposobu.

 

Ja też kocham go z oddali,

Wierząc, że czas doskonali

I Olek będzie nam pociecha,

Bo los się do niego uśmiecha.

 

 

Pamiętaj      

Że szczęście jest  tak blisko,

iż starczy dłoń wyciągnąć

i zacisnąć pięść,

żeby zostało!

Uszargane w błocie,

W aureoli spięć,

Czasem uśmiechnięte,

Czasem z miną złą,

Ale zawsze twoje! –

Jest i będzie z tobą tam,

Gdzie ciebie rzuci los.

Często ponarzekasz,

Że omija cię.

Ale popatrz wkoło:

Może jakieś słowo,

Może jakiś gest

Ci przypomni je!

To,

Które odeszło niezauważone,

Które zostawiłeś na rozstaju dróg.

Może ci przypomni,

Że była ta ONA,

Którą odtrąciłeś.

Zasłoniłeś próg,

By nie mogła wejść.

Odejdź !

Pobiegniemy, miła, tam,

Gdzie nam świerszcze do tańca zagrają,

Gdzie z drzewami w dyskusję się wdamy,

Gdzie nam ptaki życie wyćwierkują.

Drzewa, ptaki i my w jednej chwili

Przeniesiemy się w błękit nieba!

Świat złych ludzi odpływa w nieznane,

A nam – nic już do szczęścia nie trzeba!

Ciemność, wśród gwiazd migotania,

Bierze nas w swoje ramiona

I nie wiem już – czy jesteś naprawdę,

Czy tylko przeze mnie wyśniona?

Zjawiłaś się obok, tuż,

By trwać i dręczyć mą duszę!

Bym kochał tą, której nie ma!

Bym sercu zadawał katusze

I wierzył, jak zawsze wierzyłem,

Że zawsze będziemy razem.

Że ty beze mnie i ja sam 

–  Niemożliwe!

Odejdź więc już i nie dręcz!

Słowem i samą sobą stałaś się już obrazem,

Którego nie może dosięgnąć

Mój wzrok – zanadto wstydliwy

Odejdź!

Nie wracaj, przeklęta!

Zabierz wszystko, co mi zostawiłaś!

Lecz… Na Boga! 

– Pozwól choć pamiętać!...

 .

      

NIE KAŻDY , NIE KAŻDA , NIE ZAWSZE ...

NIE KAŻDY KWIAT SZCZĘŚCIE PRZYNOSI

NIE KAŻDA ŚCIEŻKĄ DOJDZIESZ DO DOMU

NIE KAŻDY SEN WART JEST SPEŁNIENIA

NIE KAŻDY CZŁOWIEK MĄDROŚĆ DOCENIA

NIE KAŻDE ZŁO W DOBRO SIĘ ZMIENIA

NIE KAŻDA Z GWIAZD - JEST  PRZEZNACZENIA

RYDWANY OGNIA NA BOCZNICACH STOJĄ

NIE KAŻDE SCHODY PROWADZĄ DO NIEBA

CO CHWILĘ Z ZIEMI SCHODZI CZŁOWIEK

NIE ZAWSZE GDY WZYWA GO PAN

CHCIAŁEM MIEĆ DOM WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA

LECZ W OKNA DMUCHAŁ PÓŁNOCNY WIATR

W TYM DOMU ZAMKNĄŁEM CHORYCH NA BRAK SUMIENIA

SAM WYJECHAŁEM DALEKO  STĄD

NIE CZYTAM Z GWIAZD , NIE JESTEM PROROKIEM

LECZ CHWYTAM SŁOWA NIESIONE PRZEZ WIATR

UWIERZYSZ MI , ŻE ŚWIAT SIĘ ZMIENIA

GDY SPŁACISZ ŻYCIU OSTATNIĄ Z RAT 

NIE KAŻDY WIE – CO JUTRO PRZYNIESIE

I JUTRO TAKŻE NIC NIE WIE

2003

 

MŁODY STARZEC .

    PRZED LATY RZEKŁ MI PEWIEN STARZEC  

  PAMIĘTAJ , BYĆ - TO ZNACZY ŻYĆ 

 BO CZY JESTEŚ CZY CIĘ NIE MA

 TO ŚWIAT SIĘ NIE ZMIENIA 

MYŚLAŁEM  POTEM O TYM WIELE

SPOTKAŁEM WIELU MĄDRYCH LUDZI

- MÓWILI – UMIESZ ŻYĆ TO ŻYJ

LECZ ŻADEN NIE MÓGŁ MNIE NAUCZYĆ

WSPOMINAM MIŁO MOJĄ SZKOŁĘ

TO PRZECIEŻ PIERWSZY WŁASNY KROK

BO KAŻDA SZKOŁA JEST WESOŁA

LECZ NIE NAUCZY – JAK ŻYĆ

ŚCISKAŁEM TWARDĄ ŁAPĘ LOSU

KLEPNĄŁEM BIEDĘ RAZ CZY DWA

LECZ NA MYŚLENIE NIE MA CZASU

GDY JEDNA NOC – NIE WARTA DNIA

WYTARTE SŁOWA - STEKI Z RAD

W PIGUŁCE ŁYKAM CO DNIA

NA STAROŚĆ TAKŻE BĘDĘ MĄDRY !

W PRZEŻYTE ŻYCIE PATRZĄC  WSPAK …

TO GŁUPIE DZIŚ UDZIELAĆ RAD

LECZ NA KILKA ZDAŃ MNIE STAĆ

UWAŻAJ BRACIE NA ZAKRĘTACH

I W SOBIE BUDUJ WŁASNY ŚWIAT .

HA ! – PAMIĘTAJ BYĆ ZNACZY ŻYĆ

BYĆ – ALBO NIE BYĆ ? 

BO CZY JESTEŚ CZY CIĘ NIE MA

     TO ŚWIAT SIĘ NIE ZMIENIA …   1990

 

JAK TO DOBRZE …         

SUNĄ DYMY NAD DOLINĄ

DRZEWOM LIŚCIE ZABRAŁ WIATR

WSPOMNIENIA NIGDY NIE GINĄ

- ZAWSZE ZOSTAJE JAKIŚ ŚLAD

 

CZARNYM LEOPARDEM KIEDYŚ BYŁEM

NIM LOS MI MOJA SKÓRĘ ZDARŁ

OSTRE PAZURY I KŁY STRACIŁEM

- A DZIŚ I OGIEŃ W SERCU PRZYGASŁ

 

GDY KRZYK PRZERYWA CISZĘ NOCY

I TŁUMI KROKI LEPKA MGŁA

NA SZYBIE WIDZĘ BLASK KARMINU

DWIE LATARNIE OCZU LEOPARDA

 

TRZYMAM W DŁONI KRYSZTAŁOWY KIELICH

PATRZĘ JAK W NIM CZERWIEŃ WINA GRA

WIDZĘ ZACHÓD SŁOŃCA W TWOICH OCZACH

SŁOŃCE MIAŁO ZAPACH POMARAŃCZY

 

W KRYNOLINACH WIATRU NAD DACHAMI ,

W OKU CYKLONU BURZĄCEGO MIASTO ,

- WIESZ JAK TO DOBRZE , ŻE CIĘ MAM !

       PRZECIEŻ POWIEDZIEĆ TO TAK ŁATWO …  2005

POKOLENIE ZADYMY .

TO MY  -  POKOLENIE ZADYMY

TO MY – MŁODZI I GNIEWNI

TEZ LUDZIE , TYLKO BARDZIEJ BIEDNI

BARDZIEJ GORĄCY , BARDZIEJ OKRUTNI !

 

CZY PAMIĘTASZ NASZ WSPÓLNY KRZYK ?!

I TO JAK BARDZO ZACHWYCIŁEŚ SIĘ NIM

ULICE PETARDOWE – WSZYSTKIE GAZ PLACE

MY PAMIĘTANY – ALE INACZEJ …

 

MOCNO WIERZYMY W SUMIENIA NASZE

NIC NIE SPRZEDAMY – NAWET ZA KASZĘ !

BEZ KOMPROMISÓW NIE DA SIĘ ŻYĆ ?

CZY ZNÓW JEST GRZECHEM – MYŚLEĆ INACZEJ ?

 

I DO STRACENIA MAMY NIEWIELE

WIĘKSZE SZANSE , NAIWNE NADZIEJE

NOWI PROROCY Z PRAWEM MÓWIENIA

WIELKA CHORĄGIEW , LECZ WIATR SIĘ ZMIENIA

 1996

.

Ptak .

Byłeś ptakiem,

który w przelocie

spoczął na mojej gałęzi.

Jedynym ptakiem!

Dałam ci pierwszą chwilę spoczynku

w początku twej drogi.

Dałam ci ziarna,

byś nigdy nie był głodny.

Dałam ci słońce i cień,

byś chciał zostać.

Dałam ci łyk tęsknoty,

byś wrócił...

Dzień .

Bo nie chodzi, kochany, o słowa,

Puste gesty, których wokół moc.

Najważniejsze, że kiedy jesteś

Słońce wschodzi na bezchmurne niebo.

Gdy cię nie ma - zapada noc.

A dzień jasny przepędza koszmary,

W piękne barwy ubiera świat.

Wszędzie dobro budzi i uśmiech.

I nawet bryłka lodu

Zamienia się w piękny kwiat.

 

Rozmowa po wybuchu

Byliśmy przecież tacy młodzi,

Potrafiliśmy kochać, wierzyć,

Potrafiliśmy nawet marzyć...

Nie umieliśmy tylko przeżyć.

 

Bawiłeś się, bracie, w najlepsze,

W swe dłonie chwytałeś świat.

Lecz twe życie brutalnie przerwano

Mimo twoich kilkunastu lat.

 

A ty - słuchaj! - wiem o tobie wiele:

Chciałeś ślad zostawić na tej ziemi

I wiedziałeś, ile życie znaczy...

Dziś ty, ani ja - nie wiemy.

 

Coś zmieniło kształty wszystkich rzeczy,

Poplątało prawdy nieodparte;

Coś zburzyło nasze młode życia.

Życia - brutalnie wydarte.

* * *

Takie miejsce

 

Jest takie miejsce na świecie,

które jest tylko moje.

Gdzie spokój i uśmiech gości.

Gdzie wracam z życiowych podróży.

Które zamyka podwoje

Na wszelkie smutki i zło.

W nim cząstka mojej osoby

mieszkała wiele lat.

A teraz jestem tu cała.

Czy chce tego ktoś, czy nie -

- tu jest mój cały świat.

I jest takie miejsce na świecie,

które do ciebie należy.

Które będzie przystankiem

ostatnim w drodze życia.

Gdzie będziesz zawsze sobą:

bez masek, zbroi i gry.

Tutaj nabierzesz oddechu

i sił, by dalej iść.

Tutaj realne marzenia

i materialne sny.

 

 

Czy się bałeś?

Ile drżeń przeszło przez twe serce

Gdy patrzyłeś w dół?

Czy świat był dla ciebie tak okrutny?

Czy poznałeś już ten najgorszy ból?

 

Rzuciłeś wszystko tak nagle...

Zniszczył cię ten podły świat!

A przecież znałeś go tak krótko...

Czy naprawdę jest tak wielkiej ofiary wart?

 

Znalazłeś już swoje miejsce,

Odbiłeś się od najgłębszego dna,

Umiałeś myśleć

I wiedziałeś, że życie - to tylko gra.

 

Dla głupich ludzi -

- Byłeś tajemnicą,

Gardzili tobą, bo byłeś inny.

Ale to przecież ty mówiłeś,

Że żaden z nas

Nie jest temu winny!

 

Miałeś, jak my, swoje prawdy

Zamknięte w kręgu rozumu.

Miałbyś dziś dwadzieścia lat,

Lecz nie ma

Ciebie wśród tłumu!

           

 

Wybacz, dziewczyno .

 

Chciałaś z innymi równo iść

Nie patrząc w ciemność nocy.

Lecz  nie wiedziałaś, że z tyłu jest

Ten, co przodem kroczy.

 

Byłaś za młoda, by znać ten świat,

Za młoda, by znaleźć prawdę;

Sprawy nieważne budziły cię,

Wciągały w życia matnię.

 

Ty chciałaś tylko umieć żyć

I znaleźć swoje JA.

Lecz nikt ci dłoni podać nie chciał,

Gdy droga twoja była zła.

 

Nie osiągnęłaś swego dna,

Nie mogłaś też wypłynąć,

A ludzie zawieszeni w próżni

( Wybacz, dziewczyno! ) 

- Muszą zginąć!

 

Chciałaś z innymi naprzód iść

Utartą, prostą drogą.

Ludzie, jak ty, nie mają miejsca

I na tej drodze żyć - nie mogą!...

Afrodyta .

Pachnąca falami Bałtyku

Wynurzyłaś się z morskiej piany.

Pamiętam - morze biło o brzeg,

Sunęły białe bałwany,

 

A ty, jak okręt, szłaś odważnie

Wciąż smagana słonym wiatrem.

W życie weszłaś bez obawy

Nie zdziwiona takim startem.

 

Jak śpiew fal twój głos mi dźwięczał

I wciąż wzywał, wzywał z dali...

Dziś nie słyszę już nic prócz wiatru...

Szumu wiatru... Szumu fali...

 

 

Tylko .

Czy chciałam od życia tak wiele?

Szukałam prawdziwej miłości,

Szukałam światełka prawdy!...

Zbłądziłam na drodze ciemności!

 

Tak bardzo bolały rozstania,

Gdy serce szybciej bić chciało (!).

Wołałam o trochę uczucia!

Przecież to jest tak mało...

 

Tak szłam wciąż dalej i dalej:

Chciałam kochać - kochałam;

Marząc o czyjejś miłości -

- Uczucia tego nie miałam...

 

A przecież tak mało trzeba:

Bliskości czyjejś dłoni,

Ciepłego błysku w oku

I tego słówka - ONI!...

 

Spojrzenie .

 

Daj mi jeden sen twego życia,

Daj mi to miejsce obok siebie,

Daj mi tę jedną chwilę radości,

A będzie mi, jak w siódmym niebie!

 

Będę wtedy umiała żyć,

Bo nie będzie to życie dla siebie.

Będę wtedy umiała kochać,

Bo kochać mogę tylko ciebie.

 

Będę małą trawką na łące,

Którą zerwać może twoja ręka;

Ona też odrzucić mnie może,

Bo jej władza nade mną - tak wielka!

 

Możesz życie mi dać i przerwać.

Gdy zażądasz tylko - odejdę!

Ale wybacz - jednego nie zrobię:

Nie potrafię patrzeć na ciebie obojętnie.

 

FURIA .

CZUŁEM DZISIAJ TO – POD PŁOTEM PADŁ MÓJ STRACH

A POTEM PADAŁ DESZCZ I ROZMYŁ WSZYSTKO TO

OŚLEPIŁ MNIE TEN BLASK , GDY KSIĘŻYC SPADŁ NA ZIEMIĘ

- NA JEGO MIEJSCU STAŁ , GNIEWNY MARS …

NAGLE POCZUŁEM ŻE , COŚ RODZI SIĘ WE MNIE

TO BYŁA SZALONA ZŁOŚĆ – DO SAMEGO SIEBIE

I WIĘCEJ NIE CHCE NIC , JAK KRĄŻYĆ WŁAŚNIE TAM

I WIDZIEĆ TYLKO TO , JAK KAŻDY Z NAS UMIERA

JAK SZALONY KOŃ , GNAĆ PRZEZ STEP WASZYCH GŁÓW

GONIĄC – JAK W DYM – SAMEGO SIEBIE …

JEŚLI MŁODY BYŁ , CHOĆBY OPADŁ Z SIŁ

GONIĄC JEDNĄ Z CHWIL , BY W NIEJ DOJŚĆ DO SIEBIE

TĄ DROGĄ DOJDZIE GDZIEŚ – GDZIE MIŁOŚCI JUŻ NIE SIĘGA

A WSZECHOBECNY GNIEW – SZLIFUJE CIĘ NA KRYSZTAŁ

PRZEZ ŚWIAT DUŻYCH  SPRAW – PRZEMYKA ISKRA …

HEJ !  BÓLU  MÓJ  - JESTEŚ TYLKO SNEM

OPUŚCISZ MNIE , GDY WSTANIE DZIEŃ

POWRÓCISZ ZMÓW , LECZ MOŻE BYĆ ZA PÓŹNO

    DLA ZŁEGO MOJE JA – BĘDZIE TYLKO PRÓŻNIĄ … 2002

 Ballada o czekaniu na miłość ... Tragiczny banał ?

WYBACZ – NIE CHCIAŁEM .

WIATR ROZŚCIELIŁ BIAŁE MGŁY NAD JEZIOREM

CICHE FALE JUŻ TAKŻE POSZŁY SPAĆ .

TYLKO JA CIĄGLE CZEKAM

CZEKAM TU NAD JEZIOREM 

PRZYBĄDŹ JUŻ – CZEKAM TU !

 

PUSTYM BRZEGIEM NADCHODZI MOKRY MROK

ZIMNA NOC – JEDEN KOC

KTOŚ NA DRUGIM BRZEGU WOŁA

CZYJEŚ SŁOWA NIESIE WODA

TO NIE TY  -  TO  SNY .

 

CHŁODNY WIATR – CICHUTKO GRA O BRZEG

GDZIEŚ W SZUWARACH ZASYPIA LEPKA MGŁA

W BLASK OGNISKA ZAPATRZONY

JEDNYM KOCEM OTULONY

MOKRY LIŚĆ    CZY TO JA ?

 

SMUTNY KSIĘŻYC POSREBRZYŁ CZUBKI TRAW

PRZEZ KONARY ZAGLĄDA W MOJĄ TWARZ

JASNYM ŚWIATŁEM NICZYM CHŁODEM

SPADA WPROST NA CZARNĄ WODĘ …

CZEKAM TU – PRZYBĄDŹ JUŻ

 

STARY RYBAK ZNALAZŁ MNIE NAD RANEM

I UŁOŻYŁ W SWEJ ŁODZI NA DNIE

WYBACZ MI BO NIE CHCIAŁEM

TAK PONĘTNE BYŁY FALE

JAK TEN SEN – O TOBIE ...

1985

 

słowa , słowa , słowa ...

ile znaczeń , obrazów i ról ...

słowa , słowa , słowa 

radość , gorycz i ból ...

słowa , słowa , słowa

- czy można czuć smak słów ?!

słowa , słowa , słowa 

cały świat jest ze słów !

 

 LAWINA

BĄDŹ TOCZĄCYM SIĘ KAMIENIEM   ...

 

 ILE SŁÓW – TYLE BZDUR 

ILE MURÓW – TYLE DZIUR      

ILE WSPOMNIEŃ – TYLE ŁEZ

A SŁOŃCE TYLKO JEDNO JEST  !

 

TYLE PRAWD PRZECIEŻ ZNASZ

A WCIĄŻ PYTASZ JAK .

JAK ZBUDOWAĆ SWÓJ ŚWIAT

Z CZYSTYM SŁOŃCEM I BEZ WAD

 

POPATRZ TAM – NA TEN GŁAZ

LEŻY TUTAJ MILION LAT

CZAS GO W PIASEK NIE ZMIENIŁ

- JEST NAJTWARDSZY Z KAMIENI

 

ŚLADY INNYCH ZATARŁ KURZ

WODA, WIATRY, SŁOŃCE , MRÓZ.

KSIĘŻYC W ZŁOTYM PIASKU MIENI

ŚLAD LEGENDY TYCH KAMIENI

 

BLADE TWARZE LIŻE WODA

CICHO SZEMRZE – OPOWIADA

JAK SIĘ STARŁY DZIKIE FALE

Z KAMIENIAMI W LITEJ SKALE

 

W EPIZODACH DUŻYCH BITEW

TRACISZ TO CO NAJCENNIEJSZE

TARGA WIATR ZIARNKAMI PIASKU

Z MOGIŁ TYCH NAJWALECZNIEJSZYCH

 

CZY ROZUMIESZ GRĘ TYCH SŁÓW ?

GŁAZ SAMOTNY POŚRÓD BZÓW

STOI MARTWY NA POLANIE

I NA WIEKI TAM ZOSTANIE

 

  NIE ZBUDUJĘ Z MARTWYCH GŁAZÓW

SZCZĘŚCIA DOMU – DRÓG I MOSTÓW

BO CO OPRÓCZ NICH ZOSTANIE

W MARTWEJ CISZY NA POLANIE

 

BĄDŹ TOCZĄCYM SIĘ KAMIENIEM

KTÓRY SWÓJ POCZĄTEK DA ,

I NIE BĘDZIE ŻYŁ WSPOMNIENIEM

JAK SPĘKANA MARTWA SKAŁA …

1989

MIASTO ŚPI

JUŻ LAMPY BLEDNĄ PRZY JEDNEJ Z DRÓG

A MIASTO JESZCZE ŚPI

TO NIEOMYLNY ZNAK

ŻE WSTAJE DZIEŃ

 

OSTATNI GOŚĆ UCIEKA JUŻ

NIE ZAMKNĄŁ ZA SOBĄ DRZWI

PO SCHODACH ZBIEGŁ I Z OCZU ZNIKŁ

W PORANNEJ MGLE

 

    A MIASTO  ŚPI I LUDZIE W NIM

TAK RÓŻNE MAJĄ SNY

I  NIE WIEM SAM – CZY WSTAWAĆ CZAS ,

CZY KŁAŚĆ SIĘ SPAĆ ?

 

W NOCY CZŁOWIEK NA JEDNĄ TWARZ

CO DOBRE WIDZI – CO ZŁE

A BRUDY GDZIEŚ ODCHODZĄ W DAL

A GÓRĘ BIORĄ SNY

 

PRZY OKNIE STOJĘ – BO LUBIĘ TAK

GDY TŁUM SZTURMUJE DZIEŃ

CI LUDZIE ZNÓW POWRÓCĄ TU

ZMĘCZENI JAK MÓJ CIEŃ

 

JAK ŁATWO W TŁUMIE UKRYĆ SIĘ

I KAŻDY ZGINIE W NIM

DOPIERO NOC POKAŻE KTO

SAMOTNIE SNUJE SIĘ

 

GDY SŁOŃCE ZIMNE OŚWIETLI TWARZ

ZA DUŻO WIDAĆ W NIEJ

DOPIERO NOC - ULICA PUSTA

              UKRYCI ZA SNEM ….       1987

 

JAK KSIĘŻYC, JAK WIATR

 

PEWIEN KSIĘŻYC PYZATY OPOWIEDZIAŁ MI

TĘ HISTORIĘ Z PRZED LATY JAK SEN

ON TEŻ KOCHAĆ POTRAFIŁ I WIE

A MOŻE NIE ...

 

 WIATR JUŻ DO SNU UŁOŻYŁ ŁANY TRAW

I SAM TAKŻE ZAGINĄŁ POŚRÓD DRZEW

ON TEŻ KOCHAĆ POTRAFIŁ I WIE

JA WIEM –MOŻE NIE ...

 

   PATRZĘ W GWIAZDY I CZASEM MARZĘ

O DZIEWCZYNIE CO ZABRAŁA MI SNY

KOCHAM JĄ – CZY MAM ODEJŚĆ ?

 TEŻ KOCHAĆ POTRAFIĘ I WIEM

      JAK KSIĘŻYC I WIATR ... 1988

ŻAŁOSNE   DEMONY

 

WCIĄŻ JESTEM TAKI SAM

LECZ MAM PUSTĄ GŁOWĘ

CHODZĘ I MYŚLEĆ NIE MOGĘ

 

KTÓRY TO JUŻ DZIEŃ

ODKĄD ZGASŁO MOJE SŁOŃCE

MOKRĄ SZOSĄ ODJECHAŁO W DAL

 

MÓJ DOM JEST SMUTNY

A OSTATNIO NAWIEDZONY

PRZEZ ŻAŁOŚNIE ŻAŁOSNE DEMONY

 

CZAS UCIEKA MI

POBIEGŁ ZA OSTATNIĄ SZANSĄ

KTÓRA MOGŁA URATOWAĆ COŚ

 

OKNA ZAMKNIĘTE

LECZ WIATRY SZALEJE

ZMIATA RESZTKI ZATRACONYCH CHWIL

 

CIEMNY OWAL BLATU

ZIMNY ŚLAD PO KAWIE

DEMONY TU GRAJĄ W KANASTĘ

 

JESIEŃ I MGŁA

PRZYSZŁA WREDNA PARA

CHŁODEM DNIA ZDROWY SEN WYPIERA

 

TĘPĄ SIEKIERĄ

NIE NARĄBIESZ DREWNA

POCIĄG Z WĘGLEM ODJECHAŁ DO PIEKŁA

 

WIESZ , ŻE NIC NIE WIESZ

I TAK TO BYĆ MUSI

TYLKO PO CO SIEDZI SIŁA WE MNIE ?

 

SIALA LALA LA

KTOŚ TU ZAKPIŁ ZE MNIE

SPADAM ! – BO CO JA TUTAJ ROBIĘ !?

 2004

 

CEGŁA   2 

CZŁOWIEK JEST JAK CEGŁA W MURZE

SAM NIE ZNACZY PRAWIE NIC

CEGŁY TEZ BYWAJĄ RÓŻNE

TO JEST ZWYKŁA LUDZKA RZECZ

 

SĄ CEGIEŁKI MIĘKKIE – TWARDE

BIAŁE I CZERWONE TEŻ …

SĄ TEŻ TAKIE W ŚRODKU PUSTE

I TE KTÓRE KRUSZY DESZCZ

 

STOJĄ ZWARTE Z CEGIEŁ MURY

LUŹNE TAKŻE SĄ W ŚRÓD NAS

SĄ TEŻ W MURACH PUSTE DZIURY

KTÓRE CIĄGLE DRĄŻY CZAS ...

 

Z ZAPRAWĄ TEŻ BYWA RÓŻNIE

TO JEST TO CO ŁĄCZY NAS

ZDARZAJĄ SIĘ ZWIĘZŁE, LUŹNE

NA RAZ , I NA WIEKI AŻ …

TAK JAK SIEDZI CEGŁA W MURZE

POŚRÓD SWOICH ŻYJESZ TY

- NIE PODSKAKUJ – SZARY SZCZURZE !

BO KTO SPADNIE JAK NIE MY ?!

 

HOMO – SAPACZ .  MĄDROŚĆ CAŁA

A ZNACZYĆ MOŻE COKOLWIEK

JAK PODSTAWĄ MURU CEGŁA ,

SPOŁECZEŃSTWA BĘDZIE CZŁOWIEK .

 1985

 ZDARZYŁO CI SIĘ ZAPISAĆ MYŚL - PODZIEL SIĘ NIĄ  . . .

 JEŻELI   ŻYCZYSZ  SOBIE  PEŁNEJ  ANONIMOWOŚCI  - otrzymasz   .

UWAGA : -  EWENTUALNY  PSEUDONIM  WYBIERASZ  SAM  !

                 

PISZ  - CZYTAM WSZYSTKO - BIURO@FACHMONT.PL 

" OD 2004 - 2007  www.sezamek.com    D.F."

www.wladislavia.pl D.F. 2008/9